Kto zostanie, gdy osiągniesz cele?
20.01.2026 | KAMIL KUC
Podczas spotkania warsztatu introspekcji, zrobiliśmy krótką wizualizację. Wyobraziliśmy sobie, że osiągnęliśmy swoje cele, weszliśmy wyżej, żyjemy w zgodzie ze sobą.
Celem było zobaczenie, kto przy nas został. Kto z naszych bliskich i znajomych jest przy nas dalej, a kto odszedł.
To tylko wizualizacja, ale intuicyjnie to wiemy. Wyczuwamy, komu z naszych bliskich spodoba się nasz sukces, a kogo zaboli.
Ba! Jesteśmy w stanie bardzo precyzyjnie powiedzieć, jak te osoby zareagują lub co powiedzą nasi rodzice, gdy osiągniemy 10 x więcej i będziemy mieli łatwiej niż oni.
Znamy ich przekonania i pogląd na życie. Wiemy, co mówią o ludziach sukcesu, o tych, którym się „udało”.
W tej wizualizacji mieliśmy zobaczyć jak się czujemy z tym, że niektóre osoby nie idą już dalej z nami przez życie. Czy odczuwamy akceptację, bo rozumiemy, że tak wybrali, mają do tego prawo, a my szanujemy ich decyzje?
Czy może pojawia się smutek, żal, brak, tęsknota?
Obecność negatywnych emocji mówi o naszym przywiązaniu do tych osób. Nie o miłości, lecz o emocjonalnym przywiązaniu.
Gdy kogoś kochamy, pozwalamy mu, aby odszedł, jeżeli nie chce już dłużej nam towarzyszyć. Szanujemy jego wybór i życzymy mu dobrze.
Jednak gdy jesteśmy do kogoś emocjonalnie przywiązani, nie chcemy, aby odszedł, bo wierzymy, że go potrzebujemy. Wydaje nam się, że on jest nam potrzebny, abyśmy czuli się bezpieczni, ważni czy szczęśliwi.
I teraz klucz tego ćwiczenia:
Jeżeli wyobrażasz sobie swój sukces, rozumiany jako życie w zgodzie ze sobą, lecz jednocześnie czujesz smutek i brak osób, dzięki którym czujesz się ważny, potrzebny, kochany, to jaki scenariusz jest bardziej prawdopodobny:
1. Wybierzesz realizację celów i życie w zgodzie ze sobą
2. Porzucisz to dążenie, aby wrócić do osób, dzięki którym czujesz się dobrze?
Drugi scenariusz jest praktycznie pewnym wyborem dla większości osób.
Można go opisać wyrażeniem, które wszyscy bardzo dobrze znamy:
POŚWIĘCANIE SIEBIE
Czy jest możliwe, że ludzie poświęcają siebie, swoje potrzeby, cele, potencjał, odważne marzenia ze strachu, że ktoś ich odrzuci lub wykluczy z grupy, do której należą?
Czy jest możliwe, że przynależność do grupy (nawet jeżeli ma na nas negatywny wpływ), jest dla nas cenniejsza niż opuszczenie jej, aby żyć w zgodzie ze sobą?
Czy jest możliwe, że podświadomie chcemy być lojalni wobec naszych bliskich/znajomych i dlatego nie pozwalamy sobie, aby mieć łatwiej lub więcej osiągnąć niż oni, bo nie chcemy czuć, że ich zdradziliśmy?
Tak, przypuszczalnie wielu osobom nie spodoba się to, że osiągnęliśmy więcej, weszliśmy na wyższy poziom, czy poszliśmy dalej. Nie spodoba się tym, z którymi razem kiedyś narzekaliśmy, byliśmy przeciwko systemowi, płci przeciwnej, kapitalizmowi. Te osoby mogą mówić, że się wywyższamy, że je zawiedliśmy, mogą przestać nas „lubić”.
Mogą powiedzieć, że już nie jesteśmy tacy, jak kiedyś, że się zmieniliśmy. To prawda. Coś się zmieniło. Wybrałaś/wybrałeś troskę o siebie. Wybrałaś/wybrałeś życie w zgodzie z Twoimi potrzebami, celami i rolą, jaką masz tutaj do wypełnienia. Nie masz zamiaru nikogo celowo krzywdzić, jednocześnie nie masz wpływu na to, że ktoś wybierze poczuć się skrzywdzonym.
Być może ta osoba potrzebuje tej lekcji? Być może obawiamy się, że jak pójdziemy dalej, to ktoś sobie bez nas nie poradzi, więc poświęcamy siebie, aby komuś było lżej.
Tylko czy to jest przejaw miłości z naszej strony, bo kierujemy się dobrem drugiego człowieka, czy może boimy się, że sami będziemy się z tym „źle” czuli? Patrzymy na tę osobę czy na swój komfort?
Może nam się wydawać, że wyświadczamy przysługę tej osobie, gdy poświęcamy siebie dla niej. Tylko jaki przykład jej dajemy? Do czego ją inspirujemy? Być może o wiele więcej dobrego byśmy zrobili, gdybyśmy wybrali życie w zgodzie ze sobą? Ta lekcja na początku byłaby trudna dla tej osoby (ze względu na „rozerwanie” emocjonalnego przywiązania), lecz z czasem odkryłaby, że jest w stanie samej sobie poradzić i nas nie potrzebuje. Stałaby się bardziej samodzielna, wzrosłoby jej poczucie wartości i po wielu latach uznałaby, że dzięki tej sytuacji „stanęła na nogi”.
To naturalna kolej rzeczy, że osoby przychodzą i odchodzą. Wszyscy jesteśmy tutaj na chwilę. Wszyscy mamy ten sam cel. Jedni zmierzają tam szybciej, inni wolniej. Kiedyś i tak spotkamy się ponownie, z dużymi uśmiechami na twarzy. Dzięki tym, którzy się od nas odłączyli i nas wyprzedzili, teraz my mamy ślady, po których możemy iść.
Jeżeli Ty wybierzesz podążać własną drogą, być może utworzysz ślady dla innych, dzięki czemu szybciej dojdą celu?
Moc z Tobą!
Dziękuję!
Kamil
PRZEŚLIJ DALEJ:
Dziękuję za Twoją obecność! Polecam dołączenie do "Newslettera Bez Stresu". Otrzymasz co niedzielę porady nt. uwalniania, radzenia sobie ze stresem i ograniczającymi przekonaniami, pracy z podświadomością czy rozwoju świadomości.
© 2025 - Świadome Relacje. Wszystkie prawa zastrzeżone